O związku i piłce nożnej…

Czyli opowieść o tym, jak dzięki mojemu Narzeczonemu stałam się „mini kibicem” sportu, którego wcześniej nie znosiłam.

Jakiś czas temu oglądałam z Narzeczonym wiadomości sportowe. W pewnej chwili pokazany został wywiad z trenerem jednej z polskich drużyn grających w Ekstraklasie. Rozpoznałam, że to trener Bruk-Bet Termalica Nieciecza, jednak dla pewności spytałam się Narzeczonego, który to potwierdził i jednocześnie był pod wrażeniem mojej wiedzy sportowej. Dla porównania, kiedy Piotrek innym razem zapytał mnie o mecz Polski z Niemcami z 2014 roku, nie miałam o nim zielonego pojęcia.

Piłka nożna nigdy nie należała do moich zainteresowań. Potrafiłam wymienić z 2-3 drużyny z Ekstraklasy i na tym się moja wiedza kończyła. Nie rozumiałam też osób, które interesowały się tym sportem. Znałam kilka maniaków i miałam nadzieję, że mój chłopak i przyszły mąż nie będzie miał takiego zainteresowania i nie będzie siedział z piwem przed telewizorem oglądając mecz. Życie okazało się zaskakujące. Mój ukochany Narzeczony bardzo interesuje się piłką nożną i to nie tylko polską. W dodatku oprócz oglądania meczów przed telewizorem (na szczęście bez piwa ;)) chodzi oglądać je na żywo.

Na początku fakt ten był dla mnie ciężki, jednak z racji tego, że kocham Piotrka, postanowiłam jakoś znosić jego pasję. Później postanowiłam też spróbować to zrozumieć, więc oglądaliśmy razem mecze i rozmawialiśmy o jego ulubionych drużynach, pytałam się też o pozycje na boisku, o trenerów, zawodników itd. I tak z totalnego niezrozumienia piłki nożnej i prawie wrogości do tego sportu, stałam się pewnego rodzaju „mini kibicem”. Może nie było to łatwe, wiele razy wkurzałam się, gdy znowu słyszałam słowo piłka nożna, jednak wiedziałam, że warto się przełamać.

Nadal miewam czasem sportowe „kryzysy”, nadal nie do końca rozumiem pasję mojego Narzeczonego, ale to nic. Myślę, że w większości związków pasje jednej strony mogą spotkać się z niezrozumieniem drugiej osoby. Jednak nie oznacza to katastrofy i rozpadu tej relacji. Na moim przykładzie widać, że nawet najbardziej niezrozumiałą dla nas pasję można zrozumieć. Jest to proces długotrwały, zrozumienie nie przychodzi od zaraz. Co ciekawe, czasem proces ten może odbywać się nieświadomie. Sama nie uczyłam się na pamięć wszystkich drużyn, trenerów, zawodników itd. Jednak z czasem odkryłam, że moja wiedza w tym zakresie wzrosła. Wymagało to ode mnie tylko jednego kroku – chęci zrozumienia tej pasji.

Zachęcam Was do tego, byście byli otwarci na zainteresowania i pasje swoich drugich połówek. Nie jest nowością, że każdy z nas jest inny, każdego z nas interesują różne rzeczy i trzeba to zaakceptować. Z czasem może okazać się, że coś, co było dla nas wcześniej niezrozumiałe, zainteresuje również i nas. Powodzenia!

 

Podziel się ze znajomymi! Share on FacebookShare on Google+Tweet about this on TwitterShare on LinkedIn

2 myśli na temat “O związku i piłce nożnej…”

  1. My też oglądamy razem mecze, a nawet jeśli ja nie mam na to ochoty to zajmuję się czymś innym i nie przeszkadza mi, że Marcin to robi, chociaż przecież moglibyśmy spędzić ten czas razem w jakiś inny sposób. Co więcej sama często, gdy chłopak nie ma możliwości oglądania meczu, przesyłam mu SMS-em na bieżąco wyniki i ważniejsze wydarzenia 🙂 Masz rację, że to ważne, by nie przeszkadzać sobie wzajemnie w rozwijaniu zainteresowań i w czasie poświęconym na pasje. Dobrze jest je ze sobą dzielić, ale gdy bywają odrębne najważniejsze by je zrozumieć, oczywiście w takim zakresie, w którym pasje nie stają się ważniejsze i nie stoją na przeszkodzie budowanej relacji.

    1. Dokładnie tak 🙂 Cieszę się, że i Wam udaje się to pięknie i bezkonfliktowo pogodzić 🙂 Pozdrawiam!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *