Matura to bzdura!

Kilka słów wsparcia dla maturzystów.

Każdy, kto miał kiedyś przyjemność przygotowywać się do matury, wie dobrze ile trudu i wysiłku to kosztuje. Z biegiem czasu człowiek doświadcza trudniejszych rzeczy i dochodzi do wniosku, że egzamin dojrzałości wcale nie był taki trudny. W moim przypadku właśnie tak było.

Pamiętam jednak strach, jaki czułam przed tym egzaminem. Pamiętam też dziesiątki lektur, słówka, wypracowania, zadania z matematyki… Pracy było naprawdę dużo, a chęci i czasu zazwyczaj brakowało. Na pewno u Was także pojawia się niepokój, strach i myśli: nie dam rady, nie zdam tej matury itd. W związku z tym chciałabym, drodzy Maturzyści (i nie tylko), dodać Wam otuchy i przypomnieć, że z każdej sytuacji jest wyjście. Wystarczy komuś zaufać.

Wichura

Chwile zwątpienia dopadają nie tylko maturzystów. Postacie biblijne także przeżywały trudne momenty w swoim życiu. Sięgnijmy chociażby do Ewangelii wg św. Łukasza (8,22-25). Czytamy w niej o Jezusie i Jego uczniach, którzy płyneli łodzią „na drugi brzeg jeziora”. Jezus zasnął, a na jeziorze zerwała się wichura. Co  wtedy czuli obecni w łodzi uczniowie? Jak bardzo musieli się bać? Nie o strach tutaj jednak chodzi, ale o sposób, w jaki postanowili zwalczyć zagrożenie. Nie próbowali nic zrobić swoimi siłami, poprosili o pomoc swojego Mistrza, krzycząc do Niego: Giniemy! Co na to Jezus? „Wstał, zgromił wichurę i wzburzone wody. A one uspokoiły się i nastała cisza”. To niesamowite, że wystarczyło tylko przebudzenie się Jezusa, tylko prośba skierowana do Niego – nawet nie do końca prośba, a krzyk cierpiącego człowieka.  Na interwencję nie trzeba było długo czekać.

Zaufanie

Jaką lekcję my, współcześni ludzie, możemy czerpać z tego fragmentu? Powinniśmy bezgranicznie ufać Jezusowi, szczególnie podczas naszych życiowych sztormów, czyli bolesnych i trudnych dla nas sytuacji (tak, maturę i sesję również możemy tutaj zaliczyć). Powinniśmy mieć także świadomość, że nigdy nie jesteśmy sami. Płyniemy przecież przez życie w jednej łodzi z Jezusem. Łódź ta symbolizuje naszą jedność z Nim. Sama obecność Jezusa nie gwarantuje jednak braku wichur, sztormów, burz, bolesne sytuacje i tak nas spotykają. To próba naszej wiary, tego, na ile ufamy Bogu i na ile jesteśmy w stanie powierzyć Mu swoje życie. Sen Jezusa pozostawia nam wybór: albo ratujemy się sami, albo budzimy Mistrza i prosimy Go o pomoc. To od nas zależy, co zrobimy. Uczniowie wybrali drugą opcję. Zabrakło słów: Panie, spraw, by wichura ustała czy też: zabierz nas na brzeg. Oni tylko przedstawili sytuację, w której się znaleźli, a jej rozwiązanie pozostawili Jezusowi, który bez namysłu uciszył burzę.

Recepta 

W obliczu naszych życiowych trudności powinniśmy czynić podobnie. Jak? Po pierwsze prosić Jezusa o pomoc, nie polegać na własnych, ludzkich siłach, gdyż one mogą nas zawieść. Kluczem jest modlitwa i rozmowa z Bogiem. Nie chodzi o mówienie Mu, co ma robić i dyktowanie warunków. Panie, jest mi ciężko, to wszystko mnie już przerasta, jestem zniechęcony, mam dość nieprzespanych nocy, dość nauki… Pomóż mi! – to wystarczy. Nasza prośba na pewno będzie wysłuchana. Jezus sam nas o tym zapewnił, mówiąc: „Proście, a otrzymacie” (Łk 11, 9).

Tak więc drogi Maturzysto, zamiast narzekać, weź do ręki różaniec i módl się! To najlepsze wyjście. W sumie tyczy się to każdego, kto ma podobne problemy. Przy najbliższym „dołku”, załamaniu, zniechęceniu, powiedz Panu: Ginę. Tylko jedno słowo, to wystarczy.

Może matura to nie do końca bzdura, ale Twój strach na pewno tak! Pozbądź się go! Nie bój się! Ufaj! Działaj! 

Podziel się ze znajomymi! Share on FacebookShare on Google+Tweet about this on TwitterShare on LinkedIn

Jedna myśl na temat “Matura to bzdura!”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *