Być jak Weronika

Miłość to przede wszystkim czyny, a nie puste słowa czy obietnice.

W liturgii obchodzimy dziś wspomnienie św. Weroniki. Znamy ją doskonale z opisów Drogi Krzyżowej Jezusa. Jako że jest to moja patronka, chciałabym przybliżyć Wam jej postać.

Niezwykle trudno dokładnie określić kim była ta kobieta. W Piśmie Świętym brak jakichkolwiek informacji o niej. Istnieje wiele legend i apokryfów, które na różne sposoby ukazują św. Weronikę. W niektórych tekstach utożsamiana jest z kobietą cierpiącą na krwotok, która została uleczona przez Jezusa po dotknięciu się Jego płaszcza (Mk 5,25-34). Według chrześcijańskiej tradycji ludowej była ona jedną z kobiet płaczących nad Męką Chrystusa. Jednak tradycja religijna przypisuje tej postaci otarcie zakrwawionej twarzy Zbawiciela i poświęca jej VI stację Drogi Krzyżowej. I właśnie na tym obrazie chciałabym się skupić.

Znaczenie gestu Weroniki

Na pierwszy rzut oka mogłoby się nam wydawać, iż to, co zrobiła Weronika, nie było niczym szczególnym. Jeśli jednak głębiej przeanalizujemy jej postawę, z pewnością zauważymy ogromne bogactwo i ważność gestu otarcia twarzy Jezusa. Trzeba zacząć od uświadomienia sobie, iż czyn ten na pewno nie był dla niej łatwy. Weronika nie zważała jednak na trudności, nie bała się żołnierzy, nie myślała o tym, co powiedzą ludzie. Nie była też jednym z wielu biernych widzów, dla których Męka Chrystusa stanowiła tylko i wyłącznie ciekawe widowisko. Weronika w zeszpeconej twarzy Mistrza dostrzegła przede wszystkim Człowieka potrzebującego pomocy. Widziała Jego cierpienie, zmęczenie, wyczerpanie i postanowiła działać. Bez wątpienia możemy ją nazwać kobietą czynu.

Podczas Drogi Krzyżowej Jezus spotkał też wiele innych kobiet, między innymi płaczące Niewiasty, które lamentowały nad Jego losem i załamywały ręce. Żadna z nich nie wykazała się taką odwagą jak Weronika. Tylko ona jasno i wyraźnie pokazała, że MIŁOŚĆ to przede wszystkim CZYNY, a nie puste słowa czy obietnice. Kochające i współczujące serce Weroniki, widząc potrzebującego człowieka, skłoniło ją do natychmiastowego działania. Jezus nagrodził jej gest. Ofiarował swoje oblicze, które w cudowny sposób odbiło się na chuście, tworząc wizerunek achiropita (nie stworzony ludzką ręką).

Niezwykła chusta

Przeznaczeniem chusty było ukazanie ludziom wierzącym (…) oblicza, które ucieleśnia tajemniczy cud przemiany Boga w człowieka” – jak pisał Massimo Centini w książce „W poszukiwaniu Weroniki”. Chusta była również symbolem mocy Chrystusa. Istnieje apokryf głoszący, iż Weronika dzięki swojej chuście uzdrowiła cesarza Tyberiusza, cierpiącego na poważne schorzenie, z którego lekarze nie byli w stanie go wyleczyć. Cud ten, jak i wiele innych związanych z chustą św. Weroniki, jest dowodem na to, iż jeden gest miłosierdzia i pomocy potrzebującemu człowiekowi przynosi wiele dobra. Powinniśmy o tym pamiętać i starać się ją naśladować.

Jak naśladować św. Weronikę?

Jak zatem stać się taką osobą, jaką była św. Weroniką? Zacząć należy od najmniejszych czynów miłosierdzia, pocieszenia, dobrej rady czy uśmiechu. Chusta, którą św. Weronika otarła twarz Jezusowi nie jest nam potrzebne. Nasze serca mogą być płótnem, na którym widnieje oblicze Jezusa. Jednak by tak się stało serca muszą być czyste, tak jak biała była chusta Weroniki. Na brudnym materiale trudno cokolwiek odbić, a w brudnym od grzechów sercu trudno znaleźć miejsce dla Jezusa. Właśnie dlatego warto trwać w łasce uświęcającej. Przyjmując Komunię Świętą zapraszamy Jezusa do swoich serc i pozwalamy Mu w nich zamieszkać. A jeśli Jezus będzie w naszych sercach, my sami staniemy się Jego odbiciem. Naszą misją jest upodabniać się do Boga. Bądźcie więc doskonali, jak doskonały jest wasz Ojciec Niebieski (Mt 5, 48). Może nam w tym pomóc uprzednie upodabnianie się do świętych czy błogosławionych, którzy są dla nas pięknym wzorem do naśladowania.

Idźcie i głoście!

Wróćmy jeszcze do Weroniki. Zapewne interesuje Was, jak skończyły się jej losy. Według tradycji poślubiła ona Zachariasza – postać z Ewangelii wg św. Łukasza. Małżonkowie przybyli razem do Francji, gdzie zwierzchnik celników rozpoczął życie pustelnicze, a jego żona podróżowała i ewangelizowała. Nie zamknęła się w domu, nie schowała chusty przed innymi, nie popadła w pychę z powodu cennego daru od Jezusa. Wręcz przeciwnie – wyszła do ludzi, dzieliła się z nimi swoją radością, opowiadała im o Bogu i jak najlepiej wykorzystywała to, czym została przez Niego obdarowana. Taka postawa także jest godna naśladowania. Nie powinniśmy kończyć szerzenia miłosierdzia tylko na jednym dobrym uczynku, lecz kontynuować to dzieło. Nie powinniśmy chować się przed ludźmi, kryć bogactwa, które otrzymujemy od naszego Pana, ani też reagować obojętnością na problemy innych. A przede wszystkim nie powinniśmy wstydzić się swojej wiary i miłości do Jezusa.

Z takim przesłaniem zostawiam Was w dniu wspomnienia św. Weroniki. Mam nadzieję, że przykład jej życia będzie dla Was inspiracją 🙂

Podziel się ze znajomymi! Share on FacebookShare on Google+Tweet about this on TwitterShare on LinkedIn

4 myśli na temat “Być jak Weronika”

  1. Piękny tekst córeczko.Imię dla Ciebie gdy się urodziłaś wybrała mama .Bez większego zastanawiania się postanowiła że będziesz Weroniką . Twoje bystre ,szeroko otwarte oczy zaraz po urodzeniu pamięta do dziś.Tam ” Na Górze” zostało to zapewne wcześniej ustalone.Wiemy wszyscy ,że żadne inne być nie mogło. Masz wyjątkowe imię, wyjątkową datę urodzenia, Ty Jesteś wyjątkowa Weronisiu.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *